Masz profil na Instagramie, fanpage na Facebooku, może grupę albo konto na LinkedInie. Budujesz zasięgi, publikujesz regularnie, odpowiadasz na komentarze. I to jest świetne.
Tylko zadaj sobie jedno pytanie: co by się stało, gdyby jutro Twoje konto zniknęło?
Platformy nie są Twoje
Media społecznościowe to wynajęte mieszkanie. Możesz je urządzić po swojemu, ale zasady ustala właściciel. A właściciel może w każdej chwili zablokować Twoje konto, często bez wyjaśnienia i bez możliwości kontaktu z człowiekiem. Może zmienić algorytm tak, że Twoje posty zobaczy garstka obserwujących. Może też wprowadzić opłaty za to, co wcześniej było darmowe.
Wiele przedsiębiorczyń przekonało się o tym boleśnie. Lata pracy nad społecznością, tysiące obserwujących, a potem jeden komunikat o „naruszeniu zasad" i wszystko przepada. Nie dlatego, że zrobiły coś złego. Po prostu automat tak zdecydował.
Lista mailowa daje Ci kontrolę
Kiedy ktoś zapisuje się na Twój newsletter, zostawia Ci swój adres e-mail. To kontakt, który masz u siebie. Jeśli zechcesz zmienić narzędzie do wysyłki, po prostu eksportujesz listę i przenosisz ją gdzie indziej.
Nikt nie decyduje za Ciebie, ilu osobom pokaże Twoją wiadomość. Wysyłasz maila i trafia on do skrzynki każdej osoby z listy. Bez algorytmu, który ocenia, czy dziś zasłużyłaś na zasięg.
Masz bezpośredni dostęp do swoich odbiorców
Skrzynka mailowa to bardziej osobiste miejsce niż tablica na Facebooku. Tam nie ma przewijania między zdjęciami z wakacji znajomych a reklamami butów. Twoja wiadomość czeka, aż ktoś ją otworzy.
Dlatego mail lepiej sprawdza się, gdy chcesz zaprosić na wydarzenie albo webinar, ogłosić nową usługę lub promocję czy podzielić się czymś ważnym, co nie może zginąć w natłoku postów.
A co z tymi, którzy nie otwierają?
To częste zmartwienie: „Połowa mojej listy nie czyta moich maili. Po co mi oni?"
Spójrz na to inaczej. Ktoś przez pół roku nie otworzył żadnej Twojej wiadomości, ale też się nie wypisał. Nie oznaczył Cię jako spam. Twoje maile wciąż trafiają do jego skrzynki. To znaczy, że z jakiegoś powodu chce Cię tam mieć.
Może zagląda tylko w tytuły. Może czeka na moment, kiedy będzie potrzebował Twojej usługi. Za każdym razem, gdy widzi Twoje imię w skrzynce, przypominasz mu o sobie. A pewnego dnia, gdy temat stanie się dla niego aktualny, to właśnie Twój mail otworzy.
Na mediach społecznościowych taka osoba dawno przestałaby widzieć Twoje posty. Algorytm uznałby, że skoro nie reaguje, to nie warto jej niczego pokazywać. W skrzynce mailowej wciąż masz do niej dostęp.
Warto tylko raz na jakiś czas wysłać takim osobom wiadomość z pytaniem, czy nadal chcą być na liście. Dzięki temu zostaną z Tobą ci, którzy naprawdę chcą, a Twoje maile będą dalej docierać tam, gdzie trzeba.
Media społecznościowe i newsletter to nie konkurencja
Nie chodzi o to, żeby rzucić Instagram. Chodzi o to, żeby traktować media społecznościowe jako miejsce, gdzie ludzie Cię poznają. A listę mailową jako miejsce, gdzie budujesz z nimi trwałą relację.
Każdy post może zapraszać do zapisu na newsletter. Każda osoba, która się zapisze, jest już Twoja niezależnie od tego, co zrobi platforma.
Jak zacząć?
Potrzebujesz trzech rzeczy: narzędzia do wysyłki (na przykład MailerLite), formularza zapisu oraz powodu, dla którego ktoś miałby zostawić Ci swój adres. Może to być darmowy poradnik, lista sprawdzająca albo po prostu obietnica wartościowych treści raz w tygodniu.
Wolisz nie tracić czasu na ustawienia techniczne? Skonfiguruję Twój newsletter, przygotuję formularz zapisu i pierwszą sekwencję powitalną, żeby Twoja lista zaczęła rosnąć od razu.
Porozmawiajmy o newsletterze →